w życiu piękne są tylko chwile...

Wybrzeże Słońca – Costa del Sol

Wybrzeże, na którym prawdopodobnie przez 365dni świeci słońce. Uwarunkowania geograficzne dają szansę ku temu, jednak czy tak jest w rzeczywistości. Słońce zapewne jest jeśli nie na niebie to w miejscach które można tam odwiedzić. Malaga, miejsce gdzie usiadłam na ławce razem z Picasso, gdzie mimozy kwitną w kolorach jakich nigdzie na świecie nie można podziwiać…


Hiszpania zafascynowała mnie już jakiś czas temu… Pierwsza wizyta w Barcelonie, oczywiście powtórzona, Wyspy Kanaryjskie, odrobina południowego Wybrzeża „zaliczona” przy okazji wypoczynku na wybrzeżu Algarve, wybraliśmy się wówczas do Sewilli, był sierpień 2008. Och dawno to było, ale wszystko pamiętam. Katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli wywarła na mnie niesamowite wrażenie. To największa gotycka świątynia na świecie. Nie było zatem opcji, aby to uciekło z mej pamięci. Pochowane prochy Krzysztofa Kolumba – mojego idola wprawiły mnie o dreszcze. To on odkrywał świat, to on zapoczątkował podróże, to on sprowadzał smaki z różnych portów swoich wojaży…

IMG_9893
Zatem powrót w te miejsca nie był przypadkowy. Moja ostatnia fascynacja Hiszpanią i jej kulturą trwa od kilku lat ostatnio nawet zaczęłam uczyć się języka hiszpańskiego, bo wstyd mi nawet, że nie umiem przedstawić się czy przywitać po hiszpańsku. Po długiej przerwie były Baleary czyli Ibiza, Majorka, Formentera i w końcu Madryt który zimą również jest piękny… Hiszpanie, ich cudowne uśmiechnięte twarze, ciągłe „Hola” i „Vale” słyszane w każdym momencie…, aż chce się rozumieć o czym tak krzyczą… Costa del Sol było moim kolejnym hiszpańskim przystankiem…
Wybrzeże, na którym prawdopodobnie przez 365dni świeci słońce. Uwarunkowania geograficzne dają szansę ku temu, jednak czy tak jest w rzeczywistości. Słońce zapewne jest jeśli nie na niebie to w miejscach które można tam odwiedzić. Malaga, miejsce gdzie usiadłam na ławce razem z Picasso, gdzie mimozy kwitną w kolorach jakich nigdzie na świecie nie można podziwiać…

Wpływy kultury arabskiej, architektury mauretańskiej widać w wielu miejscach… Grenada i ogrody Alhambry, które wcale nie słyną z najpiękniejszych ogrodów, a bardziej z pałacu Sułtana, który pławał się w luksusie i kobietach, które służyły mu w haremie. Bogactwo, które posiadał i komnaty pełne jego rozpusty i snobizmu zachowały się do czasów obecnych. Absolutnie kilkusetletnie magnolie, które każdego fascynata ogrodów zachwycą.

I tak dotarłam do cudownej Rondy, wow! To było jak przeniesienie w czasie. Nagle z XXI wieku przeniosłam się w czasy celtyckie, domki, uliczki w uroczym miasteczku, wyglądały jak z filmów, w dodatku ta cała otoczka corridy, która ma swoich torreadorów i przeciwników. Na pewno cała ta opowieść o walce z bykiem jest wzruszająca i jednocześnie krwawa i przyprawiająca o dreszcze. Piękna i jednocześnie okrutna. Corrida mocno wpisuje się w kulturę Rondy i jednocześnie Hiszpanii.

Cóż Costa del Sol jak cała historia Hiszpanii jest dość starym wybrzeżem, zatem hotele również leciwe i taka jak u nas „pogierkowskie klimaty” gdzieniegdzie zostały tak tutaj na tym wybrzeżu architektura blokowych hoteli raczej króluje, mało tego, to co mnie mocno dziwi w tych miejscach, to obsługa w recepcji i barach, co oczywiście nie jest standardem w każdym hotelu, który odwiedziłam, to ich dość dojrzały wiek. To nie znaczy że mam coś przeciwko, ale jednak milej się patrzy na młodsze i uśmiechnięte twarzyczki. Tutaj raczej nie przykłada się do tego zbytniej uwagi. Hm i jeszcze jedna sprawa w niektórych hotelach w recepcji słabo mówią po angielsku – to mnie na maksa zdziwiło 
MalagaAle wrócę może do tego co miłe i sympatyczne. Torremolinos i Belmandena to miasteczka – kurorty nierozłączki bym rzekła, bo tak na prawdę nie widać granicy. Torremolinos – bardziej rozrywkowe, deptak a wzdłuż deptaku budynki hotelowe i między nimi supermarkety, knajpki hiszpańskie serwujące tapaz i kluby z fajna hiszpańską muzyczką. Mnóstwo ludzi uprawiających poranny, czy też wieczorny joging, rowerzyści, spacerowicze i plażowicze tłumnie podążający na relaks. A plaża dość szeroka, ale bałtyckiego piaseczku nie było, za to był inny taki hiszpański trochę szaro-bury, jednak Morze Śródziemne cieplutkie, błękitne i trochę wzburzone, wyrzucało całkiem ładne muszle, które dla odmiany można było zabrać ze sobą do domku. Jak wiecie większość krajów arabskich i karaibskich nie pozwala na wywożenie flory i fauny poza granice.

W drodze między Malagą a Grenadą odwiedziłam niesamowite miejsce i Hotelik, który został odkryty przez Prezesa Itaki jakiś czas temu. Malutka, przytulna La Vinuela perełka położna w regionie Axarquía w Parku Naturalnym masywu Sierra de Tejeda, w górach i jednocześnie nad turkusowym jeziorkiem La Vinuela. Unikalne miejsce. Trochę kunsztu, który właściciel wyeksponował w cudownych stylowych 36 pokojach. Niektórzy podglądali szykownie wykończone łazienki, oryginalne kamienne kafelki, czy też ozdoby, aby móc wykorzystać w swoich świeżo pobudowanych domach. Kuchnia oryginalna, którą można zamówić każdego dnia po swojemu. Hotelik absolutnie na oderwanie się od zgiełku, na obcowanie we dwoje, na relaks w andaluzyjskim stylu. Przypomniał mi trochę nasze morenowe Mazury Garbate.
I jeszcze jedno miejsce, o którym nie mogłabym zapomnieć to Hotel Elba Gran Estepona położony niedaleko miasteczka Marbella, takiej bardziej ekskluzywnej części wybrzeża Costa del Sol. Hotel jak zimna twierdza, ale ciepła w środku. Surowe krokwie połączone z marmurem i cegłą. Hotel może już nie świeży, ale bijący fascynującym klimatem, stare fortepiany, kelnerzy ubrani w cudne czarne eleganckie mudurki z białymi dodatkami, białe zwiewne woale lekko zakrywające słońce, kuchnia fenomenalna, kunszt i na parwdę zupełnie odmienne miejsce od tego co można zobaczyć niedaleko Malagi, tu już styl andaluzyjski jest widoczny bardziej, więcej miłego klimatu, jednak drogo już niestety tak po królewsku.

Ostatni gwóźdź programu to Flamenco. Piękne eleganckie miejsce, stoły ustawione wzdłuż, lampka wina w dłoni, przyciemniono światła. Wyszła kobieta, usiadła na krzesełku i zaczęła śpiewać akapella, dreszcz przeszedł po ciele…, potem wyszła cała ferajna i zaczęła stukać obcasami, wykrzykiwać i to nazwano Flamenco – taniec zmysłowy w połączeniu z cygańskim płaczem dziewczyny i potem płynącym jak karuzela z włosów tańcerzy…, to trzeba przeżyć – to wisienka na torcie o której nie możecie zapomnieć. Flamenco show jest obowiązkowym gwoździem programu!

ESP_FLAMENCO_2
Hiszpania południowa zaliczona, nie no przecież jeszcze Costa de la Luz już nad Oceanem, podobna? O nie inna totalnie inna, ale o tym opowie Wam Anetka bo właśnie wróciła pełna cudownych wrażeń i zachwytów nad Costa de La Luz i Portugalią


Zapisz się
Aby otrzymywać informacje o nowościach na e-mail zapisz się do newslettera wypełniając pole poniżej.

szukaj na blogu

Kontakt

INFO@MAGIAPODROZY.PL
+48 87 610 01 72, +48 513 165 746

WOJSKA POLSKIEGO 6/1u, 19-300 EŁK (parking przy biurze)

Zapraszamy pon.- pt. w godzinach: 9.00 - 17.00, sobota 10:00 - 14:00

mbank PL 171140 2017 0000 4202 0557 9687

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.