w życiu piękne są tylko chwile...

Tajlandia – odkryłam to co najlepsze

Czuję niesamowitą ekscytację, oglądam zdjęcia już po raz enty i nie wiem, które wybrać, by pokazać to co najpiękniejsze i najważniejsze w Tajlandii, którą zobaczyłam. Ale wiem na pewno, że nic nie odzwierciedli tego klimatu, smaku świeżutkiego mango kupionego na ulicy, curry i świeżego pieprzu, który po raz pierwszy w życiu jadłam w potrawie. Zapachu owoców i wody kokosowej, która dawała mi mnóstwo siły każdego dnia. A najbardziej nie wiem jak opisać widoki fantastycznych miejsc, które zwiedzałam... Spróbuję opowiedzieć co nieco, być może te parę zdań sprawi, że zechcesz zobaczyć Tajlandię i przeżyć to co ja...


20150919_103133 (600x800)

Do wyjazdu przygotowywałam się już od 3,5 miesiąca, zweryfikowałam miejsca, hotele, które były w programie inspekcyjnym i całkowicie byłam gotowa.Ogromna ekscytacja, bo mam taką przed każdym wyjazdem poza granice zamieszkania.  Radość ogarnęła mnie tak mocno, że zapomniałam sprawdzić jaka panuje pogoda we wrześniu w Tajlandii.

Cóż, jak to zwykle bywa Study Toury dla pracowników turystyki odbywają się zazwyczaj w najniższym sezonie, zatem moje zdziwienie nie było zbyt duże, jak w dniu wylotu sprawdziłam prognozę, gdzie widać było tylko chmury i deszcze na kolejne 7 dni. Masakra!

 

Zatem pamiętajcie że w Tajlandii cieplutko jest przez cały rok, ale w okresie od kwietnia do końca października jest bardzo wilgotno i monsunowo.

Przelot zaplanowany był z przesiadką w Zurichu, 1h50 do Zurichu i potem szybki przeskok na kolejkę i wylot do Bangkoku. 10 godzin i 30 min, trwało dość długo, zmęczenie dało się we znaki, bo w drodze byłam już od wczesnych godzin rannych, bo musiałam jeszcze dojechać z Ełku do Warszawy. Przeczytałam wszystkie gazety, obejrzałam 2 filmy, zdrzemnęłam się i oto wylądowaliśmy w Bangkoku.

Cóż to jest za niesamowite miejsce…, miasto kolorowych taksówek, , najładniejsze były te w kolorze fuksji, kabli wysokiego napięcia poplątanych przy każdej ulicy, uśmiechnięci ludzie, witający z pokłonem, i kult buddy odzwierciedlający mnóstwo posążków i miejsc…bardzo egzotycznie i nowocześnie.

 

Bangkok jest miastem bardzo zakorkowanym, ale świetnym rozwiązaniem są wszechobecne łódkowe PKS-y które przeniosą cię na drugi brzeg rzeki Chao Phraya (Menam). Całe centrum Bangoku to wijąca się rzeka, która oddziela 2 części miasta, jeśli chcielibyście spędzić kilka dni w tym niesamowitym mieście, to koniecznie hotel przy rzece 🙂

IMG_1954 (800x533)

Dzielnica Night marketów, z czego żyje Bangkok to przede wszystkim Patpong, pośród straganów kręcą się naganiacze krzyczący Ping Pong Pussy, Sex Show itd. Smaczne nie smaczne, ale nie specjalnie robi dobre wrażenie, dla osób lubiących striptiz, i przy tym zabawę, to może się podobać, niestety jednak jest trochę wyuzdane i raczej odrażające, bo panie nagie wyciągające sobie z pewnych części ciała żyletki, piłeczki ping pong-owe czy też palące papierosy odbytem czy też otwierające kapsle swoją … nie jest estetyczne, ale jedno jest pewne takie show zobaczyć można tylko w Bangkoku – tym razem nie byłam, ale 15 lat temu bawiłam się na tym przednio. Jak wiadomo w człowieku drzemie wiele oblicz…

20150918_162315 (800x600)

Inspekcja kilku hoteli trwała kilka godzin jednak pozwalała zachwycać się wspaniałą uprzejmością witających nas pracowników hoteli, jak również przecudnymi dekoracjami, które wykonane były z pięknych kwiatów.  Hotele 4 i 5* a jak bardzo zróżnicowane… cóż dlatego warto widzieć na własne oczy 🙂

Kolacja tego dnia po wielogodzinnej podróży i zmęczeniu była zwieńczeniem naszych trudów. Hotel Anantara Riverside Resort 5*– wspaniały kompleks, który pozwala czuć się jak w kurorcie nadmorskim a położony jest w samym sercu Bangkoku, do tego niesamowita infrastruktura, bardzo klimatyczna, zakątki, kafejki, puby i restauracja, w której wieczorem hotel zapewnia show dla swoich gości… Jedzonko typowo azjatyckie, nie zabrakło owoców morza, kaczki, curry i innych dziwnych potraw, które bez zastanawiania próbowałam…

Kolejny dzień to intensywne zwiedzanie w deszczu, Wat Traimit czyli Świątynia Złotego Buddy, Ten oto posąg waży 5,5 tony i wykonany jest ze szczerego złota. Co jest niesamowite w tym wszystkim, że nikt nie strzeże tego największego skarbu Tajlandii, czyżby nie było złodzieja na świecie, który udźwignąłby Złotego Buddę​​?…

Następnie była świątynia Wat Pho – słynąca z największej ilości posągów Buddy w całym Bangkoku ok. 1000, ja szczerze to tylu tam nie zobaczyłam. Jednak turyści przybywają tu, aby zobaczyć ten największy posąg Buddy odpoczywającego. Najwspanialsze wrażenie robi jednak The Grand Palace, czyli Pałac Królewski, który dzięki swojej niesamowicie szczegółowej architekturze sprawia, że na podziw zasługują ludzie, którzy to budowali i zdobili. Pałac nie pełni już  funkcji rezydencji, ale czasem odbywają się tu ceremonie państwowe. Piękny nawet w deszczu i szarym niebie.

P.s. Wchodząc do tych wszystkich świątyń musiałam zawsze uważać pod nogi, bo nie dość, że trzeba wchodzić boso, to również wszędzie są bardzo wysokie progi, już teraz wiem dlaczego – odstraszają złe duchy, bo rzekomo one nie mają kolan, więc nie będą mogły zgiąć nóg, aby wejść do świątyni…

Ten dość intensywny dzień zakończyliśmy tajskim masażem. Hmm było genialnie pani umyła mi dość nieświeże stopy limonką i potem zaprosiła na górę. „Gabinety””N poprzedzielane kotarką z przyciemnianym światłem i materac na podłodze z kilkoma poduszeczkami – był dość prowizoryczny, ale fakt bycia w Tajlandii i skorzystania z najlepszych masaży na świecie – nie odstraszyło mnie w ogóle. Nałożyłam otrzymaną „piżamkę” i pani przeszła do rzeczy. Całą  godzinę byłam gnieciona i wyginana w różne strony, a na koniec otrzymałam wspaniały masaż głowy, co uwielbiam, więc wyszłam z stamtąd z głową w chmurach i lekko na rauszu… och jak było przyjemnie… 250 BTH czyli 25zł to cena wręcz śmieszna za taką przyjemność…

IMG_2023 (800x533)

To o czym powinnam koniecznie powiedzieć  to jedzenie na ulicy. W porach posiłków  wjeżdżają na ulicę małe wózki – budki z tajskim jedzeniem, tzw. street food, każdy Europejczyk pewnie obawiałby się, że może mu zaszkodzić, cóż mniem twierdzić, że to jedno z najlepszych kuchni ulicznych jakie można sobie wyobrazić. Bezpieczne, świeżutkie, tanie, Tajowie z Bangkoku bardzo mało gotuję w domu, nie mają na to czasu, zatem korzystają z dobrodziejstw ulicznych…

Do Bangkoku jeszcze wrócę, bo jest jeszcze wisienka na torcie, która pojawiła się właśnie ostatniej nocy w Bangkoku ale o tym na końcu…

Tym czasem znalazłam się znowu na lotnisku tym razem przelot z Bangkoku na Krabi, piękny kurort 20150917_043844 (1024x768)nad Morzem Andamańskim. Lot zaledwie 1 h20 min, ale jestem pod wrażeniem, bo nie dość że samoloty wygodniejsze niż nasze czarterowe Enter Air czy też Small Planet, to wchodzenie z rękawa i bardzo sprawna obsługa bagaży. Chylę czoła. Większość z moich klientów boi się lotów wewnętrznych w Tajlandii twierdząc, że nie będzie lecieć jakimiś awionetkami, a tutaj taka miła niespodzianka…

Krabi przywitała nas niesamowitym deszczem, który niestety towarzyszył nam przez cały dzień, a do tego wilgotność może 90 %… Było ciężko. Ale piękne hotele i tajska gościnność zrekompensowała nam pogodę. Niestety w związku z takim monsunem nasza wycieczka na Phi Phi , o której tak marzyłam została odwołana, Morze było zbyt wzburzone i tego dnia był całkowity zakaz wypływania na Phi Phi Island.

W zamian udało się umówić z Managerem Hotelu Rayavadee 6* i zwiedziliśmy go, a uprzejmy Pan zaprosił nas na lunch, zatem mogłam po przebywać w tym cudnym raju kilka godzin, co przyprawiło mnie o zawrót głowy i znowu zaczęłam marzyć…
Nie sposób nie poświęcić kilku zdań na temat tego hotelu, bo jest absolutnie wspaniały. Jest to prywatne terytorium położone tuż przy skałach i parku narodowym, co pozwala na dojazd do hotelu tylko od strony morza, dopływa tam motorówka trwa to ok. 10 min, po przybiciu do brzegu rozpościera się jungla pełna mnóstwa roślin, palm i dźwięku ptaków, małp i innych nie znanych mi zwierząt. Recepcja w kształcie domku wita z girlandami ze storczyków i chłodzącym napojem z sorbetem limonkowym. Pokoje w tym hotelu to ville dwu- poziomowe urządzone w bambusach, drewnie i wspaniałych oryginalnych dekoracjach. Jednym słowem koparka opadła mi w dół. Jeszcze bardziej zachwyciłam się, jak zobaczyłam plażę, hm turyści wypoczywający na plaży i przy basenie patrzyli na nas trochę dziwnie, bo wyskoczyliśmy z aparatami, strzelaliśmy fotki jedna za drugą, wyglądało to dość zabawnie… no cóż taka praca.

Hotel Rayavadee jest jest jak enklawa, wyspa szczęścia, gdzie przepiękne widoki poprzeplatane z naturą i gustownie i klimatycznie urządzonymi pokojami dają nutkę romantyzmu do wypoczynku, który możemy sobie tam zafundować.Doskonały na podróże poślubne czy na zaręczyny, czy też na miłosne igraszki… myślę, że można by tam pobyć nawet kilka dni, bo niestety hotel jest bardzo drogi. Wcale nie można się tu nudzić bo Rayavadee proponuje wiele ciekawych atrakcji swoim gościom: jazdę na rowerze , wspinaczkę na skałkach, rejsy na wysepki itd…

Krabi dla mnie to wspaniałe widoki i krajobrazy, to piękna plaża Ao Nang, w horyzoncie mnóśtwo strzelistych wysepek, na które możesz popłynąć i być sam…cudnie

Khaolak i Phuket, to kurorty najbardziej dotknięte tsunami w roku 2004, co za tym idzie, większość hoteli tutaj to nówki sztuki. Khaolak – piekne długie plaże, cisza, spokój, rozległe hotele, dające oddech podczas wypoczynku, hotele cudowne, klimatyczne, mój faworyt w Khaolak to  Hotel Pullman Khao Lak Katiliya Resort and Spa ,w którym kolacja powaliła nas z nóg – kulinarne mistrzostwo świata.

Jak dotarliśmy do Phuket to w końcu udało mi się wejść do wody i zamoczyć w nadmorskich falach, można powiedzieć dosłownie, bo fala była tak silna, że zaatakowała mnie dość agresywnie i porwała moje okulary, które miałam na nosie… cóż podobno, jak się coś zostawi w danym miejscu, to na pewno się tam wróci, zatem Tajlandio I will be back soon…

 

Z Phuket znowu powrót odbył się przelotem do Bangkoku, szybko i sprawnie odwiedziliśmy jeszcze 2 hotele i potem inspekcja w Hotelu Lebua 5*. To tutaj kręcili Kac Vegas II część i całą ekipa filmowa nocowała w tym nieskromnym hotelu. Jednak sam hotel nie powalił mnie z nóg, wręcz przeciwnie pokoje były stare i klasyczne bez klimatu tajskiej architektury. Ale do czasu jak wjeżdżaliśmy coraz wyżej windą, zaczęło brakować mi tchu z wrażenia, to co zobaczyliśmy na górze, to było coś. Restauracja, w której można zamówić sobie romantyczną kolację z widokiem na Bangkok by night, a zwłaszcza w taką noc jak nasza, ta wisienka na torcie to ten wspaniały widok i niebo mieniące się kolorami pomarańczy i fioletu, co spowodowało, że kolacja, która również była smaczna i winko, które uderzyło leciutko do głowy sprawiły, że w tym momencie poczułam się mega szczęśliwa, jakbym wygrała miliona w lotto. Bo przecież mógł padać deszcz, tak jak pierwszego dnia, w ten oto sposób moja szkoleniowa podróż do Tajlandii skończyła się, a ta ostatnia noc na długo utkwi w mojej fotograficznej pamięci…

 

A Tajlandia zostanie nazwana kolejną miłością w moim życiu,
…za szczery uśmiech widniejący na tych azjatyckich buźkach,
…za niesamowite widoki i plaże
…za kuchnię, która daje ogromną rozkosz,
…za filozofię życia, gdzie szacunek oddaje się wszystkiemu  i wszędzie,
…za tajski masaż,
…za coś czego jeszcze nie wiem…
Zapraszam was do Magicznej Tajlandii 🙂


Zapisz się
szukaj na blogu

Kontakt

INFO@MAGIAPODROZY.PL
+48 87 610 01 72, +48 513 165 746

WOJSKA POLSKIEGO 6/1u, 19-300 EŁK (parking przy biurze)

Zapraszamy pon.- pt. w godzinach: 9.00 - 17.00, sobota 10:00 - 14:00

mbank PL 171140 2017 0000 4202 0557 9687

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej