Każde miejsce, do którego się udasz, staje się częścią Ciebie...

Jak było na Majorce? Relacja z wyjazdu, Study Tour 2015

Uwielbiam to! Kocham obalać mity w swojej głowie, burzyć stereotypy zaczerpnięte z internetowych forów, pozytywnie "zadziwiać się" tym, co widzę na miejscu i mieć poczucie, że na prawdę trzeba pojechać, zobaczyć i posmakować... żeby poznać. Tym razem Majorkę - Perłę Balearów...


majorkaDowiedziałam się, że jadę na Majorkę. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to hit „Majorka” zespołu Loft z 1996 roku :), druga myśl – wyspa imprezownia (nawet kościół przerobiony na dyskotekę!) i pytanie które błąkało się pomiędzy tymi dwoma skojarzeniami: co tam właściwie można robić?

Jakoś tak się złożyło, że był to czas w moim życiu kiedy monotonność obowiązków, kumulacja różnorodnych problemów i garść stresu uszykowały mi ciężką do przetrawienia mieszankę, i bardzo potrzebowałam choć na chwilę zmienić klimat.

No więc poleciałam… Przywitało mnie lotnisko, które od środka przyrównać można do mrowiska. Mnóstwo ludzi poruszających się grupkami w dość niewielkiej przestrzeni w ścisłe określony sposób. Więc wraz z innymi uczestnikami wyjazdu, włączyłam się w ten mrówczy rytm, nie zdając sobie wtedy sprawy że niespodziankę owo lotnisko szykuje mi na powrót, i że w pewnym sensie będzie to miało tragiczne konsekwencje. Nieświadoma tego faktu jechałam sobie błogo do hiszpańsko brzmiącej Cala Ratjada, czyli po naszemu Zatoki Płaszczek, gdzie był nasz hotel Smartline Guya Wave 3*. Czas przejazdu z lotniska trwał ok. 2 godzin a zatoka ta mieści się na wschodzie wyspy.

Hotel mieścił się w centrum miasteczka, tuż przy głównej ulicy. Całkowicie odnowiony na sezon 2015, praktycznie jeszcze pachniał farbą malarską. Recepcja, restauracja i pokoje urządzone były w nowoczesnym, jasnym i minimalistycznym stylu. Oczywiście uruchomiłam aparat w celu uwiecznienia każdego szczegółu, mając również na uwadze fakt, że w katalogach i internecie nie ma jeszcze zdjęć tego hotelu po remoncie. Odkrywanie takich świeżynek i niuansów daje mi poczucie jakiejś dziwnej satysfakcji, to właśnie chyba ludzie nazywają zboczeniem zawodowym 🙂 Z dnia zrobił się wieczór a jako że hotel w samym centrum, udaliśmy się na rekonesans okolicy. Wokół mnóstwo sklepów, barów i restauracji, oraz… Niemców. Jak się później okazało, Majorka jest wśród nich bardzo popularna, zwłaszcza w tej części. Natomiast inne jej części są bardziej lubiane przez Anglików. A Polacy, jak to Polacy są wszędzie jako że wszędzie potrafimy się odnaleźć 🙂 W każdym razie wokół było gwarnie, radośnie i kolorowo.

Kolejny dzień to zwiedzanie hoteli. Każdorazowo odbywa się to w ten sam sposób: spotkanie z managerem, obejście całego terenu i infrastruktury – oglądanie plaży, basenów, restauracji, różnych typów pokoi. Żałowałam później, że na wyjazd nie włączyłam Endomondo – od przedreptanych kilometrów uzbierałby się ładny grosz na zbożny cel 😉 Suma – sumarum podczas całego tygodniowego wyjazdu zobaczyłam przeszło 30 hoteli i z ich wizytacji przywiozłam ponad tysiąc zdjęć. Jednak to, co mam przed oczami i czego, jestem pewna nie zapomnę do końca życia – to widoki. I to kilka na raz. I na dodatek nie wiem, który piękniejszy 🙂 Zaraz spróbuję je Wam  nieudolnie opisać. Zdecydowanie bardziej elokwentne opisy udały się pisarce George Sand – partnerce Chopina z którym to spędziła na tej wyspie kilka miesięcy 🙂

Półwysep Formentor – wiedzie na niego bardzo kręta droga pośród zielonych gór. Na nieszczęście kierowców jest to trasa ukochana przez rowerzystów (których na Majorce jest mnóstwo). Sama nie wiem czy bardziej godne podziwu były widoki, czy umiejętności kierowcy autobusu, który wywijał tym kilkutonowym sprzętem z niezwykłą wręcz zręcznością, rzucając co chwilę w stronę rowerzystów kilka siarczystych hiszpańskich epitetów. Choć wszystko się na to zapowiadało, tutaj nie nastąpił jeszcze ów tragiczny element o którym wspomniałam na początku. Dojechaliśmy szczęśliwie na sam szczyt, a to co zobaczyłam zostawiło tatuaż w mojej głowie. Piękne, masywne skały powbijane w bardzo spokojną toń granatowo-turkusowego morza. Można tam stać i patrzeć, patrzeć, patrzeć… Matka natura to najwybitniejsza artystka 🙂

Valdemossa – miasteczko w górach z brukowanymi uliczkami, domami z piaskowca i niezwykłym klimatem… jakoś tak jest, że wewnętrznie tęskni się za takimi miejscami gdzie czas się zatrzymuje… i faktycznie – siedząc w małej, hiszpańskiej kawiarence, patrząc na te uliczki, na tą zieleń, budynki tak po prostu człowiek cieszy się tą chwilą zupełnie jakby wszystkie problemy zostały u podnóża gór… to jest właśnie magia tego miejsca. I zupełnie nie dziwi mnie, że w tym własnie miasteczku Chopin tworzył swoje dzieła.

Palma de Mallorca – stolica wyspy. Mogłabym przyrównać ją do kobiety – eleganckiej, romantycznej, z niezwykłym urokiem i odrobiną szaleństwa które pojawia się wieczorem. Reprezentatywna Katedra La Seu przypominająca Notre Dame, starówka z mnóstwem pięknych kamienic, brukowanych uliczek, nowoczesnych butików i uroczych kawiarenek. Tyle fantastycznych rzeczy wokół,  że gdybym mogła – zatrzymywałabym się  co krok na kawę, ciasteczko, lampkę wina, a to żeby popatrzeć na taki budynek a to na inny.  Tak, jestem łasuchem (zwłaszcza w sprzyjających warunkach) i uwielbiam klimatyczne miejsca. Dla takich ludzi jak ja, starówka w Palmie to raj 😉 Ale jest tam coś jeszcze. Co prawda trzeba trochę podjechać, żeby znaleźć się na plaży… Ale co to za plaża!

 

Plaża ta zasługuje na oddzielny akapit... Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie miękki, drobny złocisty piasek który ciągnie się wzdłuż długiego brzegu szerokim pasem. Piasek ten delikatnie miesza się z  łagodnym, turkusowym morzem, które dopiero bardzo daleko robi się granatowe od głębokości. To nie Karaiby, to Majorka 🙂 Ta plaża robi wrażenie! Równie piękna „playa”, a może nawet bardziej, znajduje się w Zatoce Alcudia. Ach…  Wracając do Palmy, wzdłuż plaży ciągnie się deptak, ze sklepami, restauracjami, barami i dyskotekami. Jest on podzielony na kilka rejonów – bardziej spokojnych wieczorami i… mniej. Są miejsca, gdzie szaleństwo trwa od rana do wieczora i tu właśnie mieści się słynna dyskoteka Megarena… Jest gwarnie i wesoło – będzie odpowiadało każdemu, kto chciałby się na chwilę zapomnieć i trochę zgorszyć 🙂  A dla pozostałych polecam kocyk na piasku, szumiące morze, patrzenie w gwiazdy i pyszną hiszpańską Sangrię…

Podczas pobytu na Majorce zobaczyłam jeszcze kilka fantastycznych miejsc m.in. Port de Soller, Alcudię, liczne zatoczki, byłam na hiszpańskim Show w Broadwayowskim stylu  z niezwykłym pokazem flamenco, jeździłam zabytkowym tramwajem, pływałam super szybką łodzią która zepsuła się z daleka od lądu… jednak może ważniejsze jest to, że wielu rzeczy zobaczyć nie zdążyłam, ponieważ tydzień to krótko na tą niezwykłą wyspę.

I tak oto pełna wrażeń wróciłam na lotnisko w Palmie. I chociaż tęskniłam już bardzo za bliskimi, tak jakoś tak mi się ślamazarnie ruszało, ociągało, nie chciało… Ustałam w kolejce do odprawy jak zwykle z wielką obawą o kilogramy w moim bagażu. Zdaje się, wyrzuciłam wszystko, co zbędne, a i tak czułam stres ponieważ żeby zamknąć walizkę musiałam na niej usiąść a bagaż podręczny swoją wagą prawie urywał mi ramię. Udało się i moja walizka powędrowała po pasie bagażowym bez dopłat na nadbagaż. Za chwilę miała zniknąć za taśmami oddzielającymi oficjalną część lotniska od tej tajemnej, tylko dla pracowników…kiedy tylko przekroczyła ten magiczny próg, usłyszałam bardzo niemiły huk, brzdąknięcie i coś jakby cicho jęknęło… mój bagaż spadł właśnie z bardzo wysoka :/ i tu moja euforia ustąpiła na rzecz paniki. Oczami wyobraźni widziałam swoją rozwaloną walizkę, latającą wszędzie bieliznę i pewnie ofiarę ludzką przygniecioną tym wszystkim, co jeszcze niedawno próbowałam upchnąć nogą w ten nieszczęsny majdan. Jednak Pani od odpraw wydawała się zupełnie niewzruszona a za chwilę usłyszałam rumor, huk i jęki gdy inne bagaże przekraczały tę sama trasę… „To chyba wszystko w porządku” pomyślałam, i jako że nie mogłam nic zrobić… poleciałam do Polski. W Warszawie prawie zapomniałam o całej sytuacji. Wyczekiwałam na odbiór bagażu tak jak inni podróżni, którzy prawie rzucali się na każdą sztukę bagażu wysuniętą zza taśm i krążącą w poszukiwaniu właściciela. Wreszcie wyłoniło się coś, przed czym miałam wrażenie każdy się cofnął. Było brudne, miało sterczące druty, połamaną rączkę i smętnie zwisające, oberwane kółeczko… To był mój bagaż, moja kochana walizka która właśnie odbyła swoją ostatnią podróż. I to właśnie owy tragiczny element całej wyprawy…

Ale mimo to, uwierzcie, było watro! Nie bez przyczyny Majorka zgarnęła sobie tytuł Perły Balearów, bo niczym drogocenny skarb ozdabia taflę owego morza. Chętnie tam wrócę…

Jeśli też chcecie przeżyć coś wspaniałego, zachwycić się, oderwać – zabezpieczcie dobrze swoje bagaże i ruszajcie w podróż! Mogę Wam jeszcze więcej opowiedzieć o Majorce i nie tylko… do zobaczenia w biurze 🙂


Zapisz się
szukaj na blogu

Kontakt

INFO@MAGIAPODROZY.PL
+48 87 610 01 72, +48 513 165 746

WOJSKA POLSKIEGO 6/1u, 19-300 EŁK (parking przy biurze)

Zapraszamy pon.- pt. w godzinach: 10.00 - 16.00, po wcześniejszym umówieniu się

mbank PL 171140 2017 0000 4202 0557 9687

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej